Sygnity

Pracuj z nami

Jak wygląda praca frontend developera w Sygnity?

O pasji do frontendu i interfejsów, nowych projektach, metodykach pracy i home office rozmawiamy z Grzegorzem Koronowskim, doświadczonym frontend developerem odpowiedzialnym za aplikacje dla przemysłu.

Grzegorz – opowiedz nam o sobie.

Cześć, nazywam się Grzegorz Koronowski i być może część czytelników zna mnie „branżowo”. Od lat zajmuję się frontendem i specjalizuję się w interfejsach aplikacji, czyli – mówiąc inaczej – to ja odpowiadam za to, co widzi użytkownik. Niektórym może się to wydawać dziwne, że do oficjalnego podziału na poszczególne technologie takie, jak frontend czy backend dodaję jeszcze trzeci – interfejsy, ale to dla mnie właśnie istota tego, co robię. Interfejsy aplikacji – jako część najbliższą użytkownikowi – uważam za swoją domenę, coś, w czym się rozwijam i od lat. Po prostu lubię, jak aplikacja dobrze działa, jest przyjazna użytkownikowi i jej używanie zwyczajnie sprawia mu frajdę. Albo, mówiąc inaczej, jest dla niego równie wygodna, jak aplikacja typu desktop.

Czym dokładnie zajmujesz się w Sygnity?

O! To bardzo ciekawe pytanie

Dlaczego?

Ponieważ moja rola nie jest wcale tak oczywista, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Do moich obecnych obowiązków należy nie tylko development, ale też parę innych rzeczy. I to akurat wyróżnia Sygnity spośród poprzednich firm, w których pracowałem. Tutaj w codziennej pracy udaje mi się łączyć kilka obszarów i to jest mega motywujące. Na co dzień oczywiście zajmuję się developmentem natomiast poza regularnym czasem sprintowym projektuję i rozwijam naszą platformę do budowania aplikacji z wykorzystaniem frameworka DevExpress, który w mojej ocenie ma ogromny potencjał, jeśli chodzi o UX aplikacji webowych. Jestem jej głównym architektem i Product Ownerem, ale dobre pomysły przynosi cały nasz zespół. Biorę też udział w pracach analitycznych, wspierając kolegów analityków, dla których to jest „core business”. Wszystko po to, żeby na bieżąco, już na etapie prac koncepcyjnych sugerować klientom lepsze rozwiązania, niż te, o których myśleli na początku. Blisko współpracuję z zespołem developerskim, staram się im służyć pomocą i radą, i oczywiście pilnuję, żeby technologia szła w odpowiednią stronę. Mam z tego ogromną frajdę bo wiem, że dzięki wysiłkowi, który wkładamy w rozwój tej platformy, realnie wspieramy biznes.

Czyli?

Wyobraź sobie, że za pomocą jednego, centralnego narzędzia, będziemy mogli w bardzo krótkim czasie i przy zachowaniu standardów jakościowych stworzyć wiele projektów aplikacyjnych dla naszych klientów.

Brzmi ciekawie.

Ja się jaram jak dziecko 🙂

Jak wyglądały Twoje początki w Sygnity, nad czym pracowałeś?

Trafiłem do projektu związanego z administracją morską statków wodnych. W tym projekcie byłem liderem zespołu frontendowego i odpowiadałem za zapewnienie zgodności z wymaganiami biznesowymi.

Z czasem przejąłem obowiązki związane zarówno z czystym developmentem aplikacji, jak i z jej architekturą. Czyli byłem odpowiedzialny za całokształt aplikacji, zaczynając od (wydawać by się mogło) najmniej istotnych kwestii, a skończywszy na działającym produkcie. Chociaż, kiedy dołączałem do projektu, wiele rzeczy było już zaprojektowanych to mimo wszystko sporo z nich udało się jeszcze ulepszyć.

Wspomniałeś, że wcześniej pracowałeś nad innym projektem. Jak wyglądał proces zmiany projektu?

Bezobsługowo, można by powiedzieć. Kiedy kończyłem pierwszy projekt mój ówczesny manager zadzwonił do mnie z pytaniem, czy byłbym otwarty na nowe wyzwania, bo akurat szukano kogoś o moich kompetencjach i doświadczeniu. Osoby, która pociągnie development w ustrukturyzowany sposób, będzie mogła podjąć obowiązki architekta. Zgodziłem się bez wahania. Z moim obecnym przełożonym, dyrektorem obszaru biznesowego, ustaliliśmy zakres, wizję i strategię, i tyle. Zresztą… to nic zaskakującego. Obok mnie siedzieli ludzie, którzy pracowali w spółce przez wiele lat, zahaczając o wiele różnych projektów.

Czym się obecnie zajmujesz?

Od lipca pracuję nad projektami w obszarze rozwiązań dla przemysłu. Pracuję nad aplikacjami, z zakresu logistyki, Transport Management, czy hurtowego obrotu paliw. Dzielę swój czas między dwa duże projekty, plus rozwijam wspomnianą platformę, która – jestem o tym przekonany – ogromnie przyspieszy „time to market”.

Jak to wygląda od kuchni, jakich narzędzi używacie?

Budujemy aplikacje bazujące na Angularze w wersji 10, z wykorzystaniem Reduxa oczywiście (NgRx), używamy podejścia Reactive Programming (ale bez perwersji ;)), no i całość opakowujemy w DevExpress Angular. Strategiczna koncepcja zaś to architektura MonoRepo, czyli jedno repozytorium współdzielonego kodu i aplikacji, dla wszystkich naszych projektów webowych w przemyśle.

Jak wygląda Twój zwykły dzień? W jaki sposób pracujecie w zespole?

Pracujemy zwinnie. Może nie jest to hardcore’owy Scrum, ale Agile na pewno. Chociaż z drugiej strony, zespoły projektowe mają naprawdę dużą dowolność, zarówno jeśli chodzi o narzędzia, jak i metodykę. W pierwszym projekcie na przykład mieliśmy klasyczny Scrum – sprinty, demo, wyceny, retrospekcje, itd. W drugim podchodzimy do tego bardziej w formie Kanban – planujemy i rozpisujemy zadania, używamy tablicy online, spotykamy się codzienne (daily), ale również (jeśli jest taka potrzeba) – adhoc. Po prostu staramy się używać tego, co w danej sytuacji lepiej działa. Całość zespołu developerskiego brała udział w etapie opracowania koncepcji rozwiązania, więc wiemy co jest do zrobienia (backlog), gdzie są słabe i mocne punkty, ile pracy trzeba włożyć- chyba więc można powiedzieć, że jesteśmy wspólnie Product Ownerami. Staramy się nie tracić czasu tam, gdzie nie jest to uzasadnione. Nie mamy też retro; jak coś nie działa, albo pojawiają się jakieś żale, to walimy od razu :). Często do siebie dzwonimy i jesteśmy w stałym kontakcie. O! To też istotne – zespół mamy podzielony pomiędzy Gdańsk, Wrocław i Warszawę, więc nie ma szans spotkać się face-to-face. No i oczywiście pracujemy zdalnie, ja na przykład ostatni raz w biurze byłem zdaje się, że pod koniec lutego 2020.

Wiele osób narzeka na 100% home office podczas pandemii. A Ty?

Tak. Ja też na początku byłem bardzo sceptyczny. Zawsze wolałem pracować w biurze. No ale cóż, chyba przywykłem, zobaczyłem, że to działa i jest ok. Nawet więcej – nie tracę czasu w korkach, nie tankuję tak często, jak wcześniej i mam bardziej elastyczny czas pracy. Mogę pracować dłużej, jeśli chcę albo np. wyskoczyć w ciągu dnia do lekarza, a potem wieczorem coś dokończyć. Teraz, jak się nad tym zastanawiam to nie wiem, czy wrócę do dawnego trybu pracy. Może czasem się przejadę, żeby nie zardzewieć do reszty, ale chyba większość czasu to będzie Home Office.

Dziękuję za rozmowę.

Polecam się! Dzięki również.